Jesteśmy sekcją motoryzacyjną Towarzystwa Przyjaciół Płocka Strefa Klasyków

Dwusów

Maluch z silnikiem dwusuwowym


Autor: notlauf - 23 października 2010 

Od lat szukam samochodu, który mógłby zostać ikoną złomnika. Takim ultimate of the ultimate złomnikwagen. Samochód, w którym spotykałyby się wszystkie motoryzacyjne wspomnienia Polaków, który uosabiałby wszystko to, co sprawia, że nie lubimy dzisiejszych, nudnych jak flaki z olejem samochodów. Taki, który sprawiałby, że myślimy “lepiej było być młodym i naprawiać Malucha na szosie, niż martwić się o prostatę i jeździć Focusem TDCi”. Znalazłem go. Król złomnika – Maluch z dwusuwem!

O produkowanych w Austrii Steyerach 126 z silnikiem 600 bokser to wiedziałem. O Steinwinterze nie słyszałem jak żyję.

W latach 70. w Niemczech funkcjonowała podobna kategoria prawa jazdy jak w Polsce B1 – kategoria 4 dla pojazdów poniżej pewnej pojemności i mocy. Nie produkowano już wtedy za bardzo takich samochodów w Niemczech, ale firma Steinwinter posiadała jeszcze całkiem spory zapas silników od Goggomobila – dwusuwowych, dwucylindrowych jednostek o pojemności 250 cm3 i mocy bodaj 13 KM. W związku z tym importowane z Włoch najpierw Fiaty 500, a potem 126 w Niemczech pozbawiano oryginalnego silnika i montowano im 250-tkę od Goggo – coś podobnego, jak u nas robi się z Daihatsu Cuore. Pomysł jest oczywiście idiotyczny – jaki 16-latek marzy o tym, żeby bujać się po mieście Daihatsu Cuore, które w dodatku kosztuje 3 x więcej niż porównywalny samochód z tego rocznika, a jeśli chodzi o części, to najbliższy sklep w Bautzen?

Zewnętrznie Steinwinter 250 to zwykły, włoski Fiat 126 z klapą o podwójnym wlocie, płaskim zamkiem klapy silnika (jeśli chodzi o ludzi płacących po 800 zł za takie zamki na Allegro to szczerze im współczuję), i ładnym, jasnym wnętrzem. Technologicznie – to dwusuw z mieszanką 20:1, czyli naprawdę gęstą od oleju. Jestem głęboko zachwycony i poruszony tym pojazdem. Jest kwintesencją nonsensu, stężonym złomnikiem w proporcji jeszcze bardziej absurdalnej niż mieszanka do jego zasilania. Oto Maluch, który jest wolniejszy niż normalny Maluch, pali więcej niż normalny Maluch (podobno przy 90 km/h wbijał 25 l/100 km, to więcej niż mój 5.0 V8), a żeby go zatankować trzeba wymierzyć sobie proporcje mieszanki, wymiąchać kanistrem i dopiero zalać. Wszystko źle. Uwielbiam takie połączenia.

Steinwinter 250 ma na klapie znaczek, który wypisz-wymaluj wygląda jak znaczek Ferrari:

Ma on z Ferrari coś wspólnego: jest bardzo rzadki i często się psuje. Jestem za tym, aby Malucha z dwusuwem obwołać królem złomnika: dychawiczny dwusuw to dokładnie to, czego brakowało Maluchowi, żeby stał się autem idealnym. Kupiłbym go, aby pojechać nim w podróż dookoła świata i szerzyć ideę złomnika w dalekich krajach. A teraz pożegnam was czule – idę do garażu przekładać silnik z Trabanta do Malucha.

 

Jesteś osobą odwiedzającą tą stronę



Created by dhkamilek